Wczoraj zaczęłam dzień bardzo wcześnie. Goofy miała przyjechać do Łodzi o 10 - tak się złożyło, że na Kaliskim czekała przed 9! Zjadłyśmy śniadanko, poszłyśmy z psem, a potem po Gruchę i do stajni. Orlik chodził bardzo, bardzo przyjemnie! Kreśliliśmy sobie różne figurki. Monisia nie mogła się nadziwić temu, że Grusz jeździ (i nawet skacze!) na kantarze. Dostąpiła zaszczytu pojeżdżenia na Osiołku. Oto ona:Jeszcze kilka z Insta Goofy'ego:
Zeszłam zadowolona, ale wykończona. Był potworny upał, nie dało się wytrzymać w takim skwarze. Karo robiła zdjęcia Kasi na Beludze, posprzątałyśmy po sobie, zagadałam się z Olgą (dokładnie od roku pracuje w Dubaju) - opowiadała mi, jak to za granicą jest inny standard życia, jak szybko mi zleci, że mam się nie bać. Mam nadzieję, że będzie tak, jak mi mówiła, bo w nocy złapał mnie mały dół - jak to będzie? Może źle zrobiłam i będę bardzo żałować? Puściłyśmy Atenę i nasze lamy na padok, po czym wróciłyśmy do domu. Szybki prysznic i pojechałam z mamą na większe zakupy do Portu, jeszcze przed wyjazdem do Grecji. Wróciłam padnięta, spędziłyśmy kilka godzin bez przerwy na chodzeniu po sklepach. Ale same zakupy Czeka mnie naprawdę długa droga.
Po zakupach podjechałam do Patrycji po paczkę z ciuchami zamówionymi przez internet. Jak wróciłam do domu to momentalnie usnęłam, ale przyszła Justyna odebrać swoje sandałki (czarno-złote, as always). Byłam w szoku - dawała sobie pokazywać teledyski i zaczęłyśmy oglądać "Teda", którego bardzo chwaliła. Trochę pobawiłam się z jej konta. Niestety, był rewanż. Nawet nie wstawię screena, bo to niesmaczne! Jutro raniutko do Orlisia i prosto stamtąd do babci. Jeśli zdążę to jeszcze pojadę na działkę do Kasi, ale wątpię, żebym wróciła wystarczająco wcześnie. W sobotę o 13 wyjazd do Warszawki! Can't wait!
Zdjęcia z jazd są autorstwa Karoliny Gruszczyńskiej!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz