Dzisiaj rano pojechałam do stajni wyjątkowo bez Karoliny - miałam jechać prosto do babci, a nie miałby jej kto odebrać o tej godzinie. Przyjechałam akurat w momencie, kiedy konie miały iść na padok. Uznałam, że jest tak gorąco, że nie będę męczyć ani siebie, ani Orlika, więc pojadę w teren, Mam za małą kieszeń bryczesów na telefon, więc wpadłam na genialny pomysł, żeby go włożyć za gumkę spodni. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
w drodze pisząc
z Olą i śpiewając do wakacyjnych piosenek. Na miejscu była moja ukochana kuzia, z którą nie będę miała wiele okazji do pogadania bez wyjazdem, bo mieszka w Warszawie. Rzadko się widujemy, nad czym bardzo ubolewam. Streściłam jej dzisiaj historię życia kilku osób, tak w formie anegdotki, co może nie miało większego sensu, ale i tak uważam, że na pewno ją to baaardzo interesowało. Byłyśmy w sklepie, knując intrygi jak zrobić zakupy tak, żeby nie było żadnego faux pas (w Daszynie są tylko dwa sklepy). Zaraziła mnie serialem, którym Zux męczyła wszystkich dookoła w roku szkolnym - Suits. Trzeba przyznać, że dobry! Harvey ma coś w sobie, ale za to Mike jest tak uroczy i rozkoszny, że zaklepuję właśnie jego. Mam teraz wielki przedwyjazdowy dylemat - oglądać Suits, na których mam ochotę, czy 90210, który odpowiednio mnie nastroi przed Grecją? Życie jest jednak ciężkie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz