
Wczoraj zaczęłam dzień bardzo wcześnie. Goofy miała przyjechać do Łodzi o 10 - tak się złożyło, że na Kaliskim czekała przed 9! Zjadłyśmy śniadanko, poszłyśmy z psem, a potem po Gruchę i do stajni. Orlik chodził bardzo, bardzo przyjemnie! Kreśliliśmy sobie różne figurki. Monisia nie mogła się nadziwić temu, że Grusz jeździ (i nawet skacze!) na kantarze. Dostąpiła zaszczytu pojeżdżenia na Osiołku. Oto ona:


Szybki ogar i do Manufaktury. Oczywiście musiałam zapomnieć telefonu, great. Cel nr 1: świderki. Dalej ukochana Bubble Tea, gdzie zaczęła się nasza seria słitek z Instagrama. Dalej cyberg(r)aj. Nie przyznam się, jaki był wynik, bo mi wstyd, forma spada. Pierwszy raz ktoś mnie ograł. I to trzykrotnie! Zawsze powtarzałam, że głupi ma szczęście. Co dalej? Oczywiście jedzenie, więc McDonald's. Kolejna porcja samostrzałów. Niedługo potem musiała jechać, odprowadziłam ją do Kakadu i wróciłam do domu. Odebrałam telefon i poszłam do Justyny, gdzie były już Julia z Natalią. Miałyśmy przesłodkie winko i Somersby, więc popołudnie bardzo mile spędzone! Wróciłam do siebie późno, żeby rano móc jechać do stajni.
Jeszcze kilka z Insta Goofy'ego:






Rano pojechałyśmy z Karo do stajni. Ona nie wsiadała, miała tylko lonżować, ale szybko się poddała - ilość much uniemożliwiała jakąkolwiek pracę z ziemi. Ja jeździłam z Ilizatem - całkiem dobrze chodził, choć nie tak, jak dzień wcześniej. Skoki zaczęły się bardzo dobrze - niemiecka stacjonata kilka razy z kłusa i z galopu. Potem Ilizat ustawił nad rowem małego krzyżaczka, którego pokonaliśmy nieźle. Później linia na 6 foule - stacjonata z białą podmurówką do rowu, ale nieco podniesionego (nieuchwycone). Wiedziałam, że może być ciekawie, bo przy ustawianiu światło tak odbijało się od podmurówki, że prawie oślepiało - Orlika również. Przez to mieliśmy 2 stopki - w dużej części z mojej winy, bo zamiast zdecydowanie docisnąć poddałam się hamowaniu i puściłam kontakt. Ilizat kazał nam skoczyć dwa razy z kłusa - od razu dobrze. Potem cały parkur: linia murek do rowu, potem okser po przekątnej i linia 7 foule zakończona szeregiem na jedną fulkę. Wszystko było super oprócz oksera - chwilę przed wyskokiem Orlik zaczął trochę spływać w lewo, a mnie brakło decyzji i wyszło z daleka, ale Osiołek dał radę!
Zeszłam zadowolona, ale wykończona. Był potworny upał, nie dało się wytrzymać w takim skwarze. Karo robiła zdjęcia Kasi na Beludze, posprzątałyśmy po sobie, zagadałam się z Olgą (dokładnie od roku pracuje w Dubaju) - opowiadała mi, jak to za granicą jest inny standard życia, jak szybko mi zleci, że mam się nie bać. Mam nadzieję, że będzie tak, jak mi mówiła, bo w nocy złapał mnie mały dół - jak to będzie? Może źle zrobiłam i będę bardzo żałować? Puściłyśmy Atenę i nasze lamy na padok, po czym wróciłyśmy do domu. Szybki prysznic i pojechałam z mamą na większe zakupy do Portu, jeszcze przed wyjazdem do Grecji. Wróciłam padnięta, spędziłyśmy kilka godzin bez przerwy na chodzeniu po sklepach. Ale same zakupy Czeka mnie naprawdę długa droga.
Po zakupach podjechałam do Patrycji po paczkę z ciuchami zamówionymi przez internet. Jak wróciłam do domu to momentalnie usnęłam, ale przyszła Justyna odebrać swoje sandałki (czarno-złote, as always). Byłam w szoku - dawała sobie pokazywać teledyski i zaczęłyśmy oglądać "Teda", którego bardzo chwaliła. Trochę pobawiłam się z jej konta. Niestety, był rewanż. Nawet nie wstawię screena, bo to niesmaczne! Jutro raniutko do Orlisia i prosto stamtąd do babci. Jeśli zdążę to jeszcze pojadę na działkę do Kasi, ale wątpię, żebym wróciła wystarczająco wcześnie. W sobotę o 13 wyjazd do Warszawki! Can't wait!
Zdjęcia z jazd są autorstwa Karoliny Gruszczyńskiej!